sobota, 17 listopada 2012

3.We all go little mad sometimes.

Zeszły tydzień  okazał się najbardziej stresującym i szalonym tygodniem w moim życiu, a przynajmniej od mojego przyjazdu do Turynu. Nadal byłam zmuszona do zostawania na treningach i niemal do perfekcji opanowałam uniki przed piłką, którą w moją stronę kierował przynajmniej 5 razy dziennie Claudio. O incydencie z herbatą dowiedział się sam dyrektor ponieważ Marchisio złożył na mnie skargę. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam wściekła. Miałam do wyboru : albo składam wymówienie albo przepraszam piłkarza i biorę dodatkowe dyżury w ramach poprawy wizerunku szkoły. Oczywiście wybrałam to drugie. Z dwojga złego lepsza zraniona duma niż niezapłacone rachunki. Same przeprosiny kosztowały mnie wiele wysiłku, a widok triumfującego Claudio skutecznie popsuł mi humor i zmusił do ciągłego pilnowania się przed daniem mu ciosu w twarz. Mój samochód trafił oczywiście do naprawy więc byłam skazana na transport miejski, który nie należał do najprzyjemniejszych i najczystszych. Próbkę jego wad dostałam w zeszły piątek kiedy wracałam ze szkoły. Z powodu zajęć dodatkowych kończyłam bardzo późno i chcąc nie chcąc musiałam wracać po zmroku. Nie należałam do osób z natury tchórzliwych ale też nie do najodważniejszych dlatego wracając,  z daleka omijałam ciemne zaułki i uliczki. Wsiadając do autobusu jak co dzień założyłam na uszy słuchawki i zatopiłam się w muzyce. Po czterdziestu minut w autobusie zostałam tylko ja i wyglądający mało sympatycznie mężczyzna. Z wyglądu było widać, że bliżej mu było do tureckiego emigranta niż rdzennego Włocha. Gdy po raz trzeci przyłapałam go na przyglądaniu się mi chwyciłam swoje rzeczy i wysiadłam w pośpiechu na następnym przystanku mimo, że do domu miałam przynajmniej 2 kilometry. Oczywiście biorąc pod uwagę moje szczęście mężczyzna wysiadł zaraz za mną i szedł cały czas w moim kierunku. Przyspieszyłam kroku nerwowo rozglądając się po ulicy. Kiedy był może metr ode mnie już chciałam zacząć krzyczeć gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Scarlett ! - usłyszałam i odetchnęłam z ulgą. Popatrzyłam  prawo  i ujrzałam Leonardo Bonucciego machającego do mnie z przeciwległej ulicy. Przecięłam drogę trąbiącym na mnie samochodom i patrząc na niego z wdzięcznością cmoknęłam lekko w policzek aby mój prześladowca zobaczył, że nie jestem sama.
- Cześć, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Jakiś facet idzie za mną od przystanku. - powiedziałam wskazując mężczyznę, który wciąż mi się przyglądał. - Nie chcę robić kłopotu ale odprowadziłbyś mnie do domu ? - zapytałam z nadzieją w głosie. Wolała nie ryzykować swoim życiem i zostać ofiarą napadu rabunkowego. Leonardo posłał mu krzywe spojrzenie i objął mnie w talii.
- Pewnie, gdzie mieszkasz ? - spytał szybko odsuwając dłoń i chowając ją do kieszeni spodni.
- Na Corso Trapani – odpowiedziałam patrząc przed siebie. - Jesteś pewny, że nie miałeś planów na dzisiejszy wieczór ? Jest piątek. - przyznałam lekko zawstydzona. To, że ja nie wychodzę w piątki nie znaczy, że Leonardo także. Nagle zrobiło mi się strasznie głupio
- Wszystko w porządku. Jest dopiero  20.00. Umówiłem się z chłopakami dopiero za trzy godziny. Idziemy do klubu odstresować się trochę. To był ciężki tydzień. Wygraliśmy dwa mecze ale z ogromnym trudem. - opowiedział skręcając obok Parco Ruffini. - Może masz ochotę do nas dołączyć ? - spytał z uśmiechem na ustach. Dostrzegłam w jego oczach przejęcie. Właśnie mnie zapytał czy mam ochotę spędzić wieczór z bandą rozwrzeszczanych piłkarzy ? Dobrze zrozumiałam ?
- Chyba to nie jest najlepszy pomysł. Nie mam ochoty na towarzystwo Claudio, poza tym, o czym miałabym z nimi rozmawiać ? Nie zrozum mnie źle, jesteś najmilszym piłkarzem jakiego znam ale ja naprawdę nienawidzę piłki nożnej.- rzekłam przystając. Właśnie doszliśmy do mojego domu.
- Potraktuję to jako komplement, a co do imprezy to może masz rację.Ty i Claudio to nie najlepszy pomysł. - roześmiał się i spojrzał na moją kamienicę. - Tutaj mieszkasz ? - zapytał zaskoczony. Powiódł wzrokiem po XIX wiecznym budynku. - zawsze myślałem, że pensja nauczyciela nie jest za wysoka. - oznajmił nadal się przyglądając. Westchnęłam przewracając oczami.
- Jest odrobinę wyższa niż mówią.- zdradziłam patrząc na Leonardo.- Moi rodzice mają pod Rzymem dobrze prosperującą winnicę. To oni kupili mi to mieszkanie kiedy przeprowadziłam się do Turynu. - spojrzałam na zegarek. Było już późno, a ja chciałam wziąć gorącą kąpiel i odpocząć.
- Muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję za spacer. Miłej zabawy w klubie. - rzekłam i wszedłszy po schodach zamknęłam za sobą drzwi.
- Buona notte... - szepnął w odpowiedzi. Nie miał jednak pewności czy go usłyszała.


Leżała w wannie od 15 minut i nie miała zamiaru wychodzić z niej już nigdy. Wsłuchana w muzykę lecącą ze sprzętu grającego cicho śpiewałam jedną z włoskich piosenek.
-...  E incominciavo a volare nel cielo infinito... - nuciłam zamykając machinalnie oczy.
Nie mogłam zapomnieć o dzisiejszej sytuacji. Co by się stało gdyby w pobliżu nie było Leonarda? Zostałabym napadnięta przez tego mężczyznę. Z pewnością zrobiłby mi krzywdę. Dawno nie byłam tak przestraszona jak dzisiaj. Może Alessandra miałam rację. Powinnam zacząć chodzić na randki i znaleźć sobie odpowiedniego faceta. W końcu jestem atrakcyjną dwudziestolatką. Mam prace i mieszkanie.
Prawda jest taka, że od trzech lat byłam sama i nie angażowałam się w stałe związki. Nie zachowywałam się jak typokrwa Włoszka chcąca szybko wyjść za mąż i urodzić gromadkę dzieci.
Od mojego rozstania z Ryan'em mineły trzy lata. Był Amerykaninem i studiował razem ze mną na Universita di Roma. Spotykaliśmy się prawie dwa lata. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak moi rodzice nie pałali optymizmem kiedy powiedziałam im, że mój chłopak pochodzi z Miami i jest mormonem. Zerwaliśmy ponieważ Ryan przeniósł się do Jacksonville przytłoczony szybkim, włoskim trybem życia. Bardzo przeżyłam to rozstanie jednak szybko się otrząsnęłam i przeprowadziłam do Turynu. Rodzice nie byli zachwyceni moim wyjazdem lecz pocieszał ich fakt, że pozbyli się Ryan'a na dobre. W geście podziękowania kupili mi więc piękne mieszkanie na przedmieściach Turynu w którym mieszkam do dziś.
~~**~~
Claudio

Było grubo po północy gdy ja , Leo i Fabio dotarliśmy do klubu w centrum miasta. Nie chcieliśmy żeby ktokolwiek nas rozpoznał więc umówiliśmy się, że będziemy zachowywać się przyzwoicie i przed czwartą rano wszyscy wrócimy do domu. Nie mogliśmy nie uczcić naszego zwycięstwa dlatego nie było mowy o zostaniu w domu. Jednak mamy od trenera wyraźne wytyczne dotyczące naszego zachowania poza boiskiem i treningami. Nasz klub podpisał pod koniec sierpnia umowę z prywatnym liceo w Turynie. Razem z chłopakami mieliśmy szkolić młodych chłopaków i dawać im cenne wskazówki dotyczące gry. Nawet cieszyłem się na myśl o tym. Lubiłem dzieci i od zawsze miałem z nimi dobry kontakt, a poza tym była to miła odskocznia od codziennych treningów, meczy czy imprez.
Zamówiłem dwa drinki i wróciłem do chłopaków siedzących na skórzanych fotelach i zawzięcie o czymś dyskutujących. Usiadłem obok i przysłuchiwałem im się z nieukrywanym zaciekawienie na twarzy.
- O czym rozmawiacie ? - zapytałem sącząc drinka. Leo wyraźnie się zmieszał, a Fabio nie dawał za wygraną i dalej drążył temat.
- Leo poznał dziewczynę i zaprosił ją dzisiaj aby do nas dołączyła ale ona odmówiła. - odpowiedział rozbawiony  Quagliarella i przeczesał wzrokiem parkiet. - Oo... wybaczcie panowie ale wydaje mi się że muszę się przedstawić tamtej dziewczynie przy barze. - oznajmił i popędził przed siebie. Kiedy zobaczyłem, że na dobre zaczął flirtować z dziewczyną przysunąłem się dyskretnie do Leo.
- Kim jest ta dziewczyna ? Znam ją ? - zagadałem. Znałem Leonardo od sześciu lat i w sprawach dziewczyn nigdy nie mieliśmy między sobą sekretów. Zawsze wspólnie imprezowaliśmy i chcąc nie chcąc znał wszystkie moje dziewczyny, które znajdowały się u mojego boku tylko przez jedną noc. Leonardo był inny. Zawsze angażował się w związki i mocno przeżywał rozstania co odbijało się negatywnie na jego grze na boisku. Czasami nawet zazdrościłem mu tej emocjonalnej więzi między nim, a dziewczyną, jednak takie myśli odpływały równie szybko jak przychodziły.
- Tak, znasz – odpowiedział niepewnie bawiąc się szklanką. - to ta nauczycielka z którą cały czas się kłócisz kiedy przychodzimy na szkolenia. - wydusił z siebie jednym tchem. Z wrażenia zachłysnąłem się alkoholem i przez następną minutę próbowałem opanować kaszel.
 - Ta wariatka ! - krzyknąłem. - Nie mów mi tylko, że ci się podoba. - zacząłem gestykulować – Ona jest kompletnie nienormalna. Nie pamiętasz, że zepsuła mi wóz i oblała kawą ? - spytałem patrząc na niego wymownie.
- To była herbata... - sprostował bawiąc się zegarkiem.
- Kogo to obchodzi ?! - wciąż krzyczałem. -  zastanów się co robisz. Dobrze ci radzę. - wypiłem kolejnego łyka i gestem wskazałem Fabio aby zamówił kolejną kolejkę. To nie mogła być prawda. Jest tyle pięknych dziewczyn, a on musiał wybrać właśnie JĄ ?
- Scarlett jest naprawdę miła i piękna. Może gdybyś w końcu przestał się na nią wydzierać dostrzegłbyś to co ja... i powiem ci coś więcej. Po poniedziałkowym treningu mam zamiar zaprosić ją na randkę czy ci się to podoba czy nie. - powiedział mi prosto w twarz wyraźnie poirytowany.
- Taa, lepiej zmieńmy temat. Przyszedłem się tu odprężyć, a nie słuchać opowieści o Scarlett Fiumincino. - podsumowałem wstając i udając się w kierunku Fabio. Znałem dziewczynę od trzech tygodni, a ta już działała mi na nerwy.

piątek, 9 listopada 2012

2. The bad boy is back an brings troubles.

Mimo, że była już połowa września poranne, gorące słońce wpadało przez uchylone okno do mojego mieszkania. Zasłoniłam twarz przed promieniami słońca. Przeciągnęłam się leniwie niechcący zrzucając budzik z etażerki stojącej obok mojego łóżka. Niechętnie podniosłam zegarek i wydałam z siebie okrzyk przerażenia.
- Cholera ! Jestem już spóźniona. - szybko wyskoczyłam z łóżka zrzucając z siebie jednocześnie piżamę. Wpadłam niczym burza do łazienki, szybko odkręciłam kurek z wodą, weszłam pod prysznic jednocześnie próbując umyć zęby. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zaspać do pracy. Zerknęłam na zegarek. Była już prawie ósma. Nie było mowy żebym dotarła do centrum bez stania w korku. Szybko włożyłam na siebie przygotowane ciuchy i chwyciwszy torbę wybiegłam z mieszkania.
Miałam racje, moje szanse były zerowe jeśli chodzi o przebicie się przez sznur co chwila trąbiących na siebie samochodów.
- Veloce, veloce - poganiałam kierowców. Machinalnie otworzyłam okno. Włoskie poranki bywały bardzo upalne. Ledwo dało się wytrzymać w szkole, a co dopiero stojąc w zapchanym centrum Turynu. Po raz pierwszy w życiu ucieszyłam się, że wyprowadziłam się z Rzymu. Tam dopiero musi być okropnie. Zaśmiałam się poprawiając lusterko. Nagle w mojej torebce zawibrował telefon. Nie odrywając stopy z gazu odnalazłam komórkę. To Alessandra. Już chciałam wcisnąć przycisk "odbierz" gdy telefon wyślizgnął mi się z dłoni i wpadł pod siedzenie.
Westchnęłam przeciągle i zerknęłam na drogę. Samochód  przede mną  posunął się o jakieś dwa metry do przodu. Wyciągnęłam rękę pod fotel i gdy już miałam komórkę w ręcę poczułam jak coś wbija się w tył mojego auta. Gwałtownie obróciłam się i popatrzyłam w tylne lusterko.
Jakieś BMW wgniotło się w zderzak mojego Mini Coopera.
- Okej, tylko spokojnie Scarlett. - próbowałam siebie uspokoić. Wysiadłam z samochodu i lekko zapukałam w okno BMW, którego właściciel nawet nie raczył wyjść. Szyba powoli się otworzyła i zobaczyłam blondyna w czarnych ray-banach. - Właśnie skasował mi pan samochód, mógłby pan chociaż wyjść i przeprosić. - powiedziałam oddychając głęboko.
- Cóż... przepraszam ale trochę się spieszę. Jestem już poważnie spóźniony - odpowiedział nie patrząc na mnię. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. - Radziłbym pani wsiąść do auta bo korek się rozluźnił. - rzekł jednocześnie zamykając szybę. Zdenerwowana i poirytowana wsiadłam do swojego auta po czym gwałtownie wcisnęłam wsteczny. Usłyszałam odgłos tłuczonego szkła, uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam do przodu kierując się do szkoły.
Gdy dojechałam na miejsce lekcję się już rozpoczęły. Chwyciłam dziennik i szybko pobiegłam do odpowiedniej klasy gdzie już pewnie czekali na mnię moi  uczniowie. Po drodzę miałam jednak dziwne przeczucie, że o czymś zapomniałam. Tylko co to mogło być ? Przystanęłam na moment i zamyśliłam się na chwilę.
- Trening... - wyszeptałam przerażona. Jak mogłam o tym zapomnieć ? Przecież miałam dziś dyżur. Zbiegłam ze schodów i udałam się w stronę boiska. Miałam nadzieję, że tam na mnię czekają. Na szczęście nie pomyliłam się. Chłopcy już się rozgrzewali, a dziewczyny siedziały na trybunach przypatrując się im. Natomiast moja koleżanka Alessandra rozmawiała, jak sądziłam   z jednym z piłkarzy, którzy mieli poprowadzić dzisiejszy trening.
Podeszłam do nich starając się  wyglądać  przyjaźnie.
- Buon giorno, przepraszam za spóźnienie. Dziękuję, że mnie zastąpiłaś.- powiedziałam  w stronę Alessandry po czym przeniosłam wzrok na mężczyznę obok niej. - Nazywam się Scarlett Fiumincino. Mam nadzieję, że nie opóźniłam panu lekcji ? Miałam mały wypadek. Jakiś pirat drogowy wgniótł mi zderzak.- poskarżyłam się, jednocześnie  siląc się na uśmiech.
- Miło mi, Leonardo Bonucci. Nic się nie stało. Pani koleżanka dotrzymała mi towarzystwa. - zaśmiał się - Dobrze się zresztą składa ponieważ mojego kolegi także jeszcze nie ma. - oznajmił przenosząc wzrok z Alessandry na mnie.
- Świetnie. Pozwoli pan, że poprowadzę lekcje z dziewczynami na trybunach. - rzekłam, po czym odwróciła się na pięcie i udała się razem z koleżanką do swoich uczennic. Alessandra przyglądała mi się podejrzliwie.
- Czemu mi się tak przyglądasz ? - spytałam mrużąc brwi - mam coś na twarzy ? - przestraszyłam się.
- Nie, nie o to chodzi. Miałaś wypadek ? - zapytała się siadając na trybunach.
- To nic takiego. Nic mi się nie stało, tylko moje auto ucierpiało. - oznajmiłam jakby nigdy nic. Wyjęłam kartki z ćwiczeniami i rozdałam je dziewczynom. Nie byłam dziś w nastroju na wykłady o literaturze. - Nie powinnaś iść na lekcje ? - zapytałam Alessandrę podnosząc wzrok.
 - Tak się złożyło, że mam okienko. - oznajmiła wesoło. - poza tym chcę poznać tego drugiego piłkarza. - dokończyła zabierając mi notatki. Popatrzyłam na nią z ukosa. Jedno było jej tylko w głowie. Kiedy ja uzupełniałam moje notatki, a Alessandra pożerała wzrokiem pana Bonucciego  usłyszałam jak za mną otwierają się drzwi do hali. Odruchowo odwróciłam głowę aby zobaczyć kto przyszedł. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam jak dumnym krokiem przez boisko maszeruję facet, który niecałą godzinę temu skasował mi samochód. Podszedł do piłkarza i przyjaźnie uścisnął mu dłoń. Złapałam za ramię Alessandrę.
- Wiesz kto to jest ? - zaczęłam oburzona.
- Oczywiście, to Claudio Marchisio najprzystojniejszy włoski piłkarz. - odpowiedziała rozmarzona. - Nie ! - zaprzeczyłam. - to jest ten facet od stłuczki. - dokończyłam patrząc wymownie na koleżankę.
- Tylko mi nie mów, że go nie rozpoznałaś. - wyszeptała spoglądając na mnie poważnym wzrokiem. - Oczywiście, że nie. Widziałam go pierwszy raz w życiu. Mam nadzieję, że nie gniewa się za ten wsteczny. - powiedziałam śmiejąc się głośno.
Podczas gdy Marchisio poszedł do szatni się przebrać byłam skazana na sportowe wywody Alessandry.
- Nie wiedziałam, że interesujesz się piłką nożną ? - oznajmiłam znudzona, patrząc na chłopców próbujących wbić gola do bramki.
- Nie interesuję się, obchodzą mnie tylko piłkarze - puściła mi perskie oko po czym gwałtownie zachłysnęła się powietrzem.
- Co się stało ? - zapytałam przestraszona rozglądając się. - ON tu idzie. - wydusiła z siebie poprawiając włosy. Istotnie, w naszą stronę kierował się Claudio Marchisio i  miałam dziwne przeczucie, że idzie aby opieprzyć mnie za jego wypasione BMW.
- Wiedziałem, że jeszcze się spotkamy. Wprawdzie spodziewałem się spotkania na policji, a nie w szkole ale co tam... - powiedział i usiadł po mojej prawej stronie. Alessandra dyskretnie się nam przyglądała. - Nie rozumiem o co panu chodzi. - udawałam idiotkę. - Po prostu odpłaciłam się pięknym za nadobne. Pan uderzył moje auto, a ja uderzyłam pana. Jesteśmy kwita- westchnęłam znudzona. Facet ewidentnie działał mi na nerwy. Marchisio zmrużył oczy.
- No dobrze... niech pani będzie. W takim razie najmocniej przepraszam za nieumyślne wjechanie w pani piękne auto, mam nadzieję że obyło się bez dramatu w postaci wylanej kawy bądź rozmazanej szminki czy tuszu do rzęs - oznajmił z udawaną skruchą godną profesjonalnego aktora. Wstałam obruszona tą uwagą i nie zastanawiając się długo chwyciłam w dłoń kubek z mrożoną herbatą i posłałam jej zawartość wprost na twarz piłkarza. Zaskoczony cofnął się natychmiast.
-  Oops... mam nadzieję, że nie ma pan uczulenia na herbatę w przeciwnym wypadku chyba to pan ma mały dramat. - powiedziałam. Chciałam dodać coś jeszcze, jednak powstrzymałam się. Dyskretnie dałam znać Alessandrze aby została z chłopcami na hali, a ja tymczasem udałam się z resztą klasy do sali.
Do końca dnia byłam w okropnym humorze i starałam się mówić najmniej jak to możliwe aby nie nakrzyczeć na kogoś niewinnego. Skutecznie próbowała udaremnić to panna Lucarelli, która przychodziła niemal na każdej przerwie i gadała jak najęta o tym co miało miejsce podczas treningu. Nie mogła pojąć jak mogłam zrobić COŚ tak okropnego i uważała, że powinnam go przeprosić. Chyba bardzo słabo mnie znała jeśli myślała, że to zrobię.



dwie godziny później...


Kiedy to próbowałam uporać się z wciąż nachodzącymi mnie wyrzutami sumienia siedząc w opustoszałej klasie usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Byłam tym zdziwiona ponieważ nikt od wielu miesięcy nie pukał do mojej sali. Jeśli ktoś miał do mnie jakąś sprawę czekał na mnie w pokoju nauczycielskim. Przeczuwając najgorsze westchnęłam i cicho zaprosiłam do środka.
- Proszę wejsć. - powiedziałam i utkwiłam wzrok w drzwiach. Z ulgą rozpoznałam we wchodzącym mężczyźnie Leonardo Bonucciego.
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam ? Chciałem się tylko pożegnać i potwierdzić czwartkowy trening - zaczął siadając w ławce naprzeciw mnie. - Przepraszam także za mojego przyjaciela. Zachował się dzisiaj nieodpowiednio. - zamyślił się czekając na moją reakcje. - Chyba poniosło nas oboje. - przyznałam przez zaciśnięte zęby. - Jednak wolałabym usłyszeć przeprosiny od winnego, a nie od pana. - wstałam powoli i zaczęłam ścierać tablicę. - Racja, w każdym razie do zobaczenia w czwartek. - uśmiechnął się - Nie mogę się doczekać... - szepnęłam nie odrywając wzroku od tablicy.

~~**~~
Piosenkę do rozdziału znajdziecie w zakładce "Muzyka"

sobota, 3 listopada 2012

1. Why it always has to be like in that silly italian movie

- Podsumowując , czy myślicie , że Pan Darcy naprawdę kochał Elisabeth ? - zapytałam ukradkowo zerkając na wiszący na ścianie zegar. Była to już moja ósma i ostatnia lekcja dzisiaj. Mimo , że był piątek nie miałam żadnych konkretnych planów na dzisiaj. Byłam osobą towarzyską i lubiącą zabawę jednak na samą myśl o sprawdzaniu sterty wypracowań odechciało mi się wychodzić gdziekolwiek.
- Sądzę , że to była zwykła fascynacja. On prawie w ogóle nie okazywał jej miłosci , a całą inicjatywę musiała przejąć Lizzy. - odezwał się głos w głębi klasy. Była to jedna z moich najlepszych uczennic , Maria.Chciałam ją pochwalić za dojrzałą wypowiedź , jednak głos zabrała dziewczyna siedząca w pierwszej ławcę.
- A co ty możesz o tym wiedzieć ? Oczywiście , że oboje darzyli się wielką miłością. To najromantyczniejsza historia jaką czytałam. - odpowiedziała blondynka. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
- Skoro wszyscy macie różne zdania na ten temat , napiszecie mi na następny piątek referat na temat "Czym dla mnie powinna charakteryzować się miłość". Musimy wreszcie zakończyć te romantyczne tematy na lekcjach i zajać się czymś poważniejszym , jak na przykład literaturą Agathy Christie. - powiedziałam dobitnie , jednak moje słowa zagłuszył dźwięk dzwonka obwieszczającego koniec lekcji. Z westchnieniem ulgi usiadłam na krześle. Zbierając swoje rzeczy i pakując je to torby pomyślałam o tym jak bardzo kocham swoją pracę. Byłam szczęściarą , że dostałam posadę nauczycielki w najbardziej prestiżowym liceum  w Turynie. Wzięłam swoją torebkę i własny egzemplarz "Dumy i uprzedzenia". Wyszłam z klasy i zamknąwszy drzwi na klucz udałam się do pokoju nauczycielskiego. Mocno się zdziwiłam gdy zobaczyła jaki gwar panuję w pomieszczeniu. Otworzyłam drzwi do swojej szafki i upchnęłam tam niepotrzebne rzeczy.
- Czy ktoś mógłby mi powiedzieć co się dzieję ? Dlaczego pani Casartelli wylała na siebie cały kufel tych okropnych perfum ? - zapytałam swoją koleżankę Alessandrę. Zaśmiałam się w duchu. Czyżbym zapomniała o jakiejś ważnej radzie albo spotkaniu.
- A to... to nic takiego. Chłopcy z naszej szkoły rozpoczynają dzisiaj treningi z piłkarzami Juventusu. Casartelli myśli , że swoim zabójczym wyglądem powali na kolana samego Andreę Pirlo. W sumie to nawet prawdopodobne tyle , że chyba będziemy musieli wzywać pogotowie aby go podnieśli z tych kolan. - oznajmiła i po chwili obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Udam , że wiem o kogo chodzi. - rzekłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia kim jest człowiek. O piłce nożnej wiedziałam bardzo mało... cóż , praktycznie nie wiedziałam nic. Pamiętałam , że gdy chodziłam do szkoły nienawidziłam grać w piłkę. Wstręt do niej pozostał mi do dziś.
- Ah , zapomniałam ci powiedzieć. - krzyknęła na odchodnę Alessandra. - dyrektor kazał ci powiedzieć , że w poniedziałek wypada ci dyżur na treningu chłopców z twojej klasy.- Odwróciłam gwałtownie głowę w kierunku koleżanki.
- Jak to ? - oburzyłam się. - Normalnie - odpowiedziała spokojnie Alessandra. - Każdy nauczyciel musi przychodzić na treningi i pilnować uczniów. Mnie też się nie podoba , że odbywa się to na naszych lekcjach. Masz pojęcie w jakim tyle jestem z materiałem ? A teraz jeszcze to ! - powiedziała. - Czekaj , zobaczę z jakim piłkarzami będziecie mieli trening. - Alessandra wyszła na chwilę po czym wróciła z kartką. Położyła ją na stole i usiadła obok mnie. - Marchisio i Bonucci. - przeczytałam mrużąc oczy. - Cóż... nic mi to nie mówi. - powiedziałam. Alessandra popatrzyła na mnie z ukosa. - Dać ci radę ? - spytała i pochyliła się w moim kierunku. - W poniedziałek założ coś seksownego. - szepnęła. - Miłego weekendu. Nie przemęczaj się za bardzo - puściła mi perskie oko. - Arrivederci - powiedziała do wszystkich i wybiegła z pokoju niczym strzała.    


~~**~~
Na początek wymyśliłam coś takiego. Mam nadzieję , że się wam spodoba. Wasze uwagi piszcie w komentarzach. Bardzo się cieszę , że wreszcie opublikowałam to opowiadanie bo osobiście bardzo mi się podoba. ;)