-Przyznaj się w końcu – warknęła
Alessandra oblizując łyżeczkę całą umoczoną w latte.
Siedziałyśmy właśnie w jednej z naszych ulubionych kawiarnii i
delektowałyśmy się przepyszną włoską kawą. Był to taki nasz
mały rytuał. Co sobotę przychodziłyśmy właśnie tutaj i
omawiałyśmy "ważne" problemy mojej przyjaciółki. - On
ci się podoba. Przecież to widać gołym okiem. - dokończyła
rzucając zalotne spojrzenie kelnerowi.
-Przestań ! - obruszyłam się.
Właściwie wcale nie wiem dlaczego. Po prostu nigdy nie lubiłam
kiedy ktoś wytykał mi wszystko co siedzi mi w głowie na stół.
Dobra , może i Alessandra miała trochę racji ale to nie powód
żeby od razu narzucać komuś swoje towarzystwo.
-Chcesz znać prawdę ? - spytała
retorycznie i zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć powiedziała
– Jesteś gorsza od zakonnicy Scarlett, serio. Przecież nikt nie
karzę ci od razu wskakiwać mu do łóżka. Idź z nim na kolacje
albo do kina. - zaśmiała się. - Na Boga , po prostu przestań
zachowywać się jak moja babcia.- dokończyła zakładając nogę na
nogę.
-Okej , okej ale obiecaj mi ,że gdy
się z nim umówię dasz mi spokój. - zaproponowałam gotowa na
wszystko. Byłam znudzona jej wywodami na temat mojego życia prywatnego.
-Niech ci będzie ale jeśli okarzę
się, że miałam rację i nie trzeba było się niczego bać ,
przyznasz się – powiedziała wskazując na mnie palcem.
Przekręciła tylko oczami i pokiwałam z irytacją głową na znak
zgody. Mozolnie wyjęłam z mojej torebki telefon i odnalazłam Leo w
kontaktach. Popatrzyłam na przyjaciółkę jeszcze raz po czym bez
zawahania nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam ją do
ucha. W głębi modliłam się żeby Leo miał akurat trening, mecz
albo cokolwiek, byle tylko nie odebrał tego cholernego telefonu.
Alessandra przypatrywała mi się w skupieniu ,a kiedy Leonardo
odebrał do czwartym sygnale klasnęła z radości. Z nią jak z
dzieckiem – pomyślałam siląc się na coś na kształt uśmiechu.
-Ciao Leo – szepnęłam słodko. -
Mam nadzieję , że ci w niczym nie przeszkadzam. Chciałam tylko
spytać czy nie miałbyś ochoty zjeść ze mną dzsiaj kolacji. -
wypaliłam jednym tchem. - Wiem , że parę razy cię wystawiłam i
jest mi z tego powodu strasznie głupio. - westchnęłam mając
nadzieję że wciąż jest po drugiej stronie słuchawki.
-... Oczywiście – powiedział z
trochę przesadnym entuzjazmem. - Powiedz tylko gdzie i kiedy ci
pasuję. Przyjadę po ciebie. - zaoferował.
-To nie będzie potrzebne –
wyparowałam natychmiast. - Zapraszam cię do mnie. Wiesz już gdzie
mieszkam. Przyjdź o ósmej. Będę czekała. - powiedziałam i
rozłączyłam się cała czerwona. Jakoś nagle zrobiło się
strasznie gorąco.
-Jestem pod wrażeniem. - Alessandra
pokiwała głową z uznaniem – pierwsza randka , a ty już
sprowadzasz gościa do domu. Nieźle skarbie. - wstała i zaczęła
zbierać swoje rzeczy. - Zadzwoń do mnie kiedy będzie już po
wszystkim. - powiedziała. - Ja muszę już iść. Pamiętaj żeby
kupić coś naszej dyrektorce na imieniny , to już w tę środę.
Kocham cię bella –
cmoknęła mnie w prawy policzek i po chwili zniknęła w zatłoczonych
ulicach miasta. Rozejrzałam się wokoło i nie widząc sensu w
dalszym siedzeniu w kawiarnii udałam się do domu przygotowywać
kolację. W sumie to nawet byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Było mi trochę żal Leonardo. Biedak , za każdym razem kiedy
zapraszał mnie gdzieś musiałam mu odmawiać. Dzisiejsza kolacja
być może chociaż w jakimś stopniu zrekompensuje mi zranioną
dumę. Zranioną w dużym
stopniu przeze mnie.
Postanowiłam
zrobić typową włoską lasagne , robiło
się ją dosyć szybko i nie wymagała wyjątkowego kunsztu
kulinarnego. Wiedziałam z naszym długich rozmów w przerwach
pomiędzy lekcjami ,że Leo bardzo lubi gotować i podobno jest w tym
całkiem dobry. Tak więc nie chcąc wypaść na kompletną idiotkę
postanowiłam odrobinę się doszkolić.
W związku z tym
, że zrobienie kolacji zajęło mi więcej czasu niż początkowo
zakładałam miałam dosłownie chwilę aby sama się przygotować.
Za radą Alessandry włożyłam moją najlepszą sukienkę , którą
ona sama kiedyś pomagała mi wybierać. Włożyłam na stopy szpilki
i z pewnej odległości popatrzyłam na efekt końcowy.
-... Chyba jest
dobrze – szepnęłam sama do siebie. Szłam w kierunku piekarnika
kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomodliłam się w duchu żeby
nie spieprzyć tego wieczoru. Z uśmiechem wymalowanym na ustach
otworzyłam drzwi.
-Jesteś
punktu... O Boże... - zaniemówiłam zaskoczona.