niedziela, 9 czerwca 2013

5. Did I mention that I hate suprises ?

Po tym jak zostałam brutalnie zacałowana na śmierć z trudem udało mi się zamknąć drzwi.
-Mamo , tato co wy tu robicie ? - zapytałam wściekła. - Przecież mieliście przyjechać do Turynu dopiero pod koniec przyszłego tygodnia – wypaliłam przypatrując im się gniewnie. Usiadłam na fotelu czekając na wyjaśnienia.
-Nie gniewaj się skarbie – powiedziała przymile mama jednocześnie omiatając wzrokiem salon i starannie nakryty stół. - tata przełożył spotkanie na jutro. Zamierza podpisać umowę na dostarczanie naszego wina do jednej z tutejszych restauracji. Pomyśleliśmy że zrobimy ci małą niespodziankę. - oznajmiła. Westchnęłam zniecierpliwiona. Podeszłam do okna i dyskretnie przez nie wyjrzałam. Nie było jeszcze śladu auta Leo.
-Powinniście mnie wcześniej uprzedzić ,umówiłam się z kimś na dzisiejszy wieczór. - odparłam zrezygnowana, obserwując niepokojący błysk w oczach mojej najdroższej mamy. Wiedziałam co to oznacza. Szczegółowy wywiad.
-Scarlettina , błagam powiedz że to Włoch ! - nakazała. Jęknęłam i popatrzyłam w stronę taty, który kręcił się po kuchni. Szepnęłam konspiracyjnie do mamy.
-Tak mamo ale proszę nie mów nic ojcu. I błagam idźcie już. Zobaczymy się jutro , dobrze ? - rzekłam spokojnie. W tym samym momencie do kuchni wszedł Giovanni Fiumincino i z teatralnym przejęciem powiedział :
-Kran w kuchni przecieka Scarlett , powinnaś coś z tym zrobić bo niedługo cię zaleję.- oznajmił sadowiąc się na kanapie obok mamy. Ja za to wstałam i ze stoickim spokojem oznajmiłam.
-Cóż... miło was było zobaczyć , jesteśmy umówieni jutro na obiad więc pogadamy dłużej. - powiedziałam popychając ich ku wyjściu.
-Ale.. - tata zaczął protestować.
-Żadne ale tatusiu jutro porozmawiamy w spokoju ,zaraz mam ważne spotkanie. - odpowiedziałam podając ojcu marynarkę którą zdążył powiesić na wieszaku. Otworzyłam drzwi i ku mojemu zdumieniu stał tam nie kto inny jak Leonardo Bonucci we własnej osobie z bukietem białych róż. Po niezwykle krępujące dla nas wszystkich minutowej ciszy jaka nastąpiła ,odezwałam się pierwsza.
-Więc, Leo poznaj moich rodziców. - oznajmiłam. - Niestety muszą już iść. - powiedziałam szczypiąc mamę w rękę na znak żeby wychodzili.
-Tak,tak , na nas już czas i tak się zasiedzieliśmy. Miło było pana poznać – powiedziała i biorąc pod rękę męża wyszli z mieszkania. Na odchodne mama pokazała mi jeszcze że będzie trzymała kciuki. Chyba naprawde była zdesperowana. Zmieszany Leo niepewnie wszedł do środka.
-Chyba pojawiłem się nie w porę. Wyglądali na przejętych. - powiedział podając mi kwiaty i całując mnie dwa razy w policzek. Zaśmiałam się.
-Wydawało ci się, wejdź do salonu , zaraz podam przystawki. - powiedziałam wkladając kwiaty do wazonu.
-Przepraszam że się spóźniłem ale musiałem odwieźć Claudio do domu. Nienawidzi komunikacji miejskiej , a wciąż nie ma swojego samochodu. No wiesz... po tej waszej akcji. - przewrócił oczami rozbawiony.
-Oczywiście , panicz Marchisio nie może przecież jeździć tym samym środkiem lokomocji co wszyscy inni. - powiedziałam niosąc sałatki. Widząc zmieszanie Leo szybko się zreflektowałam – Przepraszam, nie powinnam tego mówić. Bądź co bądź to twój przyjaciel. Kompletny idiota ale przyjaciel. - przyznałam lekko się uśmiechając. Usiadłam obok Leonardo na mojej nowiusieńkiej sofie. Objął mnie niepewnie ramieniem jakby bał się że ucieknę
-Nie musimy o nim dzisiaj rozmawiać. Wiem że go nie lubisz... jak większość ludzi zresztą- stwierdził mierzwiąc sobie włosy. - Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać. - oznajmił odsuwając się na bezpieczną odległość. Odchrząknęłam przybierając obronną pozycję. Wiedziałam że te słowa nigdy nie wróżą niczego dobrego ,a ja nie chciałam wyjść na głupiutką dziewczynkę, która liczy na romans ze sławnym piłkarzem. - Chodzi o to że... uwierz naprawdę bardzo się ucieszyłem kiedy do mnie zadzwoniłaś. Myślałem ,że nie chcesz się ze mną zadawać po tym wszystkim. W pracy rozmawiałaś ze mną normalnie ,a kiedy dzwoniłem do ciebie i chciałem zaprosić cię gdzieś, po prostu mnie zbywałaś. Byłem trochę skołowany. - oznajmił wstając. Nie chcąc mu przerywać czekałam na dalszy ciąg. Faktycznie z jego strony mogło to tak wyglądać. Zaśmiałam się gorzko. Znów wyszłam na rozpuszczoną, samolubną jędze. Fantastycznie. Nie chciałam żeby to tak wyszło. Naprawdę polubiłam Leo. Był mądry, sympatyczny, przystojny i najwyraźniej podobam mu się. Zagryzłam wargę po czym odpowiedziałam mu.
-Masz absolutną racje. Kompletna idiotka ze mnie. - spojrzałam na niego. - Mam nadzieję że mi wybaczysz. Nie chciałabym żeby to wpłynęło na nasze relację. - zaczęłam. - Ja... po prostu potrzebowałam trochę czasu żeby poukładać sobie to wszystko w głowie. - tłumaczyłam mu czując że robię się purpurowa na twarzy. Nie wierzę że właśnie to powiedziałam. Potrzebowała czasu... - tak zdecydowanie potrzebowałam go jednak odrobinę więcej.
Moje głębokie przemyślenia dosadnie zakończył Leo, składając na moich ustach długi pocałunek. Zaskoczył mnie tym co zrobił dlatego też nie zastanawiając się długo oddałam mu pocałunek. -Myślę że ci wybaczę. - zaśmiał się cicho. - Pod jednym warunkiem oczywiście. - powiedział obserwując mój wyraz twarzy.
-Jakim ? - spytałam przybliżając się do niego. - W piątek jedziemy z kilkoma chłopakami na wybrzeże w ramach wycieczki krajoznawczej. Oni jadą ze swoimi dziewczynami, a ja chciałbym żebyś pojechała tam razem ze mną. - zaproponował obejmując mnie. - Jako... twoja dziewczyna ? - zawahałam się na moment. Leo obrócił mnie ku sobie i patrząc na mnie powiedział :
-A chcesz tego ? - spytał przyciskając mnie do ściany. Spuściłam wzrok chcąc uciec od jego przenikliwych oczu.
- Tak... - odpowiedziałam całując go.

piątek, 31 maja 2013

4. Lie, lie my beloved

-Przyznaj się w końcu – warknęła Alessandra oblizując łyżeczkę całą umoczoną w latte. Siedziałyśmy właśnie w jednej z naszych ulubionych kawiarnii i delektowałyśmy się przepyszną włoską kawą. Był to taki nasz mały rytuał. Co sobotę przychodziłyśmy właśnie tutaj i omawiałyśmy "ważne" problemy mojej przyjaciółki. - On ci się podoba. Przecież to widać gołym okiem. - dokończyła rzucając zalotne spojrzenie kelnerowi. -Przestań ! - obruszyłam się. Właściwie wcale nie wiem dlaczego. Po prostu nigdy nie lubiłam kiedy ktoś wytykał mi wszystko co siedzi mi w głowie na stół. Dobra , może i Alessandra miała trochę racji ale to nie powód żeby od razu narzucać komuś swoje towarzystwo.
-Chcesz znać prawdę ? - spytała retorycznie i zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć powiedziała – Jesteś gorsza od zakonnicy Scarlett, serio. Przecież nikt nie karzę ci od razu wskakiwać mu do łóżka. Idź z nim na kolacje albo do kina. - zaśmiała się. - Na Boga , po prostu przestań zachowywać się jak moja babcia.- dokończyła zakładając nogę na nogę.
-Okej , okej ale obiecaj mi ,że gdy się z nim umówię dasz mi spokój. - zaproponowałam gotowa na wszystko. Byłam znudzona jej wywodami na temat mojego życia prywatnego.
-Niech ci będzie ale jeśli okarzę się, że miałam rację i nie trzeba było się niczego bać , przyznasz się – powiedziała wskazując na mnie palcem. Przekręciła tylko oczami i pokiwałam z irytacją głową na znak zgody. Mozolnie wyjęłam z mojej torebki telefon i odnalazłam Leo w kontaktach. Popatrzyłam na przyjaciółkę jeszcze raz po czym bez zawahania nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha. W głębi modliłam się żeby Leo miał akurat trening, mecz albo cokolwiek, byle tylko nie odebrał tego cholernego telefonu. Alessandra przypatrywała mi się w skupieniu ,a kiedy Leonardo odebrał do czwartym sygnale klasnęła z radości. Z nią jak z dzieckiem – pomyślałam siląc się na coś na kształt uśmiechu.
-Ciao Leo – szepnęłam słodko. - Mam nadzieję , że ci w niczym nie przeszkadzam. Chciałam tylko spytać czy nie miałbyś ochoty zjeść ze mną dzsiaj kolacji. - wypaliłam jednym tchem. - Wiem , że parę razy cię wystawiłam i jest mi z tego powodu strasznie głupio. - westchnęłam mając nadzieję że wciąż jest po drugiej stronie słuchawki.
-... Oczywiście – powiedział z trochę przesadnym entuzjazmem. - Powiedz tylko gdzie i kiedy ci pasuję. Przyjadę po ciebie. - zaoferował.
-To nie będzie potrzebne – wyparowałam natychmiast. - Zapraszam cię do mnie. Wiesz już gdzie mieszkam. Przyjdź o ósmej. Będę czekała. - powiedziałam i rozłączyłam się cała czerwona. Jakoś nagle zrobiło się strasznie gorąco.
-Jestem pod wrażeniem. - Alessandra pokiwała głową z uznaniem – pierwsza randka , a ty już sprowadzasz gościa do domu. Nieźle skarbie. - wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy. - Zadzwoń do mnie kiedy będzie już po wszystkim. - powiedziała. - Ja muszę już iść. Pamiętaj żeby kupić coś naszej dyrektorce na imieniny , to już w tę środę. Kocham cię bella – cmoknęła mnie w prawy policzek i po chwili zniknęła w zatłoczonych ulicach miasta. Rozejrzałam się wokoło i nie widząc sensu w dalszym siedzeniu w kawiarnii udałam się do domu przygotowywać kolację. W sumie to nawet byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy. Było mi trochę żal Leonardo. Biedak , za każdym razem kiedy zapraszał mnie gdzieś musiałam mu odmawiać. Dzisiejsza kolacja być może chociaż w jakimś stopniu zrekompensuje mi zranioną dumę. Zranioną w dużym stopniu przeze mnie.
Postanowiłam zrobić typową włoską lasagne , robiło się ją dosyć szybko i nie wymagała wyjątkowego kunsztu kulinarnego. Wiedziałam z naszym długich rozmów w przerwach pomiędzy lekcjami ,że Leo bardzo lubi gotować i podobno jest w tym całkiem dobry. Tak więc nie chcąc wypaść na kompletną idiotkę postanowiłam odrobinę się doszkolić.
W związku z tym , że zrobienie kolacji zajęło mi więcej czasu niż początkowo zakładałam miałam dosłownie chwilę aby sama się przygotować. Za radą Alessandry włożyłam moją najlepszą sukienkę , którą ona sama kiedyś pomagała mi wybierać. Włożyłam na stopy szpilki i z pewnej odległości popatrzyłam na efekt końcowy.
-... Chyba jest dobrze – szepnęłam sama do siebie. Szłam w kierunku piekarnika kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomodliłam się w duchu żeby nie spieprzyć tego wieczoru. Z uśmiechem wymalowanym na ustach otworzyłam drzwi.
-Jesteś punktu... O Boże... - zaniemówiłam zaskoczona.