piątek, 31 maja 2013

4. Lie, lie my beloved

-Przyznaj się w końcu – warknęła Alessandra oblizując łyżeczkę całą umoczoną w latte. Siedziałyśmy właśnie w jednej z naszych ulubionych kawiarnii i delektowałyśmy się przepyszną włoską kawą. Był to taki nasz mały rytuał. Co sobotę przychodziłyśmy właśnie tutaj i omawiałyśmy "ważne" problemy mojej przyjaciółki. - On ci się podoba. Przecież to widać gołym okiem. - dokończyła rzucając zalotne spojrzenie kelnerowi. -Przestań ! - obruszyłam się. Właściwie wcale nie wiem dlaczego. Po prostu nigdy nie lubiłam kiedy ktoś wytykał mi wszystko co siedzi mi w głowie na stół. Dobra , może i Alessandra miała trochę racji ale to nie powód żeby od razu narzucać komuś swoje towarzystwo.
-Chcesz znać prawdę ? - spytała retorycznie i zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć powiedziała – Jesteś gorsza od zakonnicy Scarlett, serio. Przecież nikt nie karzę ci od razu wskakiwać mu do łóżka. Idź z nim na kolacje albo do kina. - zaśmiała się. - Na Boga , po prostu przestań zachowywać się jak moja babcia.- dokończyła zakładając nogę na nogę.
-Okej , okej ale obiecaj mi ,że gdy się z nim umówię dasz mi spokój. - zaproponowałam gotowa na wszystko. Byłam znudzona jej wywodami na temat mojego życia prywatnego.
-Niech ci będzie ale jeśli okarzę się, że miałam rację i nie trzeba było się niczego bać , przyznasz się – powiedziała wskazując na mnie palcem. Przekręciła tylko oczami i pokiwałam z irytacją głową na znak zgody. Mozolnie wyjęłam z mojej torebki telefon i odnalazłam Leo w kontaktach. Popatrzyłam na przyjaciółkę jeszcze raz po czym bez zawahania nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam ją do ucha. W głębi modliłam się żeby Leo miał akurat trening, mecz albo cokolwiek, byle tylko nie odebrał tego cholernego telefonu. Alessandra przypatrywała mi się w skupieniu ,a kiedy Leonardo odebrał do czwartym sygnale klasnęła z radości. Z nią jak z dzieckiem – pomyślałam siląc się na coś na kształt uśmiechu.
-Ciao Leo – szepnęłam słodko. - Mam nadzieję , że ci w niczym nie przeszkadzam. Chciałam tylko spytać czy nie miałbyś ochoty zjeść ze mną dzsiaj kolacji. - wypaliłam jednym tchem. - Wiem , że parę razy cię wystawiłam i jest mi z tego powodu strasznie głupio. - westchnęłam mając nadzieję że wciąż jest po drugiej stronie słuchawki.
-... Oczywiście – powiedział z trochę przesadnym entuzjazmem. - Powiedz tylko gdzie i kiedy ci pasuję. Przyjadę po ciebie. - zaoferował.
-To nie będzie potrzebne – wyparowałam natychmiast. - Zapraszam cię do mnie. Wiesz już gdzie mieszkam. Przyjdź o ósmej. Będę czekała. - powiedziałam i rozłączyłam się cała czerwona. Jakoś nagle zrobiło się strasznie gorąco.
-Jestem pod wrażeniem. - Alessandra pokiwała głową z uznaniem – pierwsza randka , a ty już sprowadzasz gościa do domu. Nieźle skarbie. - wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy. - Zadzwoń do mnie kiedy będzie już po wszystkim. - powiedziała. - Ja muszę już iść. Pamiętaj żeby kupić coś naszej dyrektorce na imieniny , to już w tę środę. Kocham cię bella – cmoknęła mnie w prawy policzek i po chwili zniknęła w zatłoczonych ulicach miasta. Rozejrzałam się wokoło i nie widząc sensu w dalszym siedzeniu w kawiarnii udałam się do domu przygotowywać kolację. W sumie to nawet byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy. Było mi trochę żal Leonardo. Biedak , za każdym razem kiedy zapraszał mnie gdzieś musiałam mu odmawiać. Dzisiejsza kolacja być może chociaż w jakimś stopniu zrekompensuje mi zranioną dumę. Zranioną w dużym stopniu przeze mnie.
Postanowiłam zrobić typową włoską lasagne , robiło się ją dosyć szybko i nie wymagała wyjątkowego kunsztu kulinarnego. Wiedziałam z naszym długich rozmów w przerwach pomiędzy lekcjami ,że Leo bardzo lubi gotować i podobno jest w tym całkiem dobry. Tak więc nie chcąc wypaść na kompletną idiotkę postanowiłam odrobinę się doszkolić.
W związku z tym , że zrobienie kolacji zajęło mi więcej czasu niż początkowo zakładałam miałam dosłownie chwilę aby sama się przygotować. Za radą Alessandry włożyłam moją najlepszą sukienkę , którą ona sama kiedyś pomagała mi wybierać. Włożyłam na stopy szpilki i z pewnej odległości popatrzyłam na efekt końcowy.
-... Chyba jest dobrze – szepnęłam sama do siebie. Szłam w kierunku piekarnika kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomodliłam się w duchu żeby nie spieprzyć tego wieczoru. Z uśmiechem wymalowanym na ustach otworzyłam drzwi.
-Jesteś punktu... O Boże... - zaniemówiłam zaskoczona.

2 komentarze:

  1. Nareszcie się doczekałam! :D świetny rozdział, ciekawa jestem co ujrzała, gdy otworzyła drzwi:D Pozdrawiam i czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. 55 year-old Structural Analysis Engineer Harlie Brosh, hailing from Courtenay enjoys watching movies like Stargate and Beekeeping. Took a trip to Sceilg Mhichíl and drives a Grand Prix. mozna sprobowac tutaj

    OdpowiedzUsuń