Mimo, że była już połowa września poranne, gorące słońce wpadało przez uchylone okno do mojego mieszkania. Zasłoniłam twarz przed promieniami słońca. Przeciągnęłam się leniwie niechcący zrzucając budzik z etażerki stojącej obok mojego łóżka. Niechętnie podniosłam zegarek i wydałam z siebie okrzyk przerażenia.
- Cholera ! Jestem już spóźniona. - szybko wyskoczyłam z łóżka zrzucając z siebie jednocześnie piżamę. Wpadłam niczym burza do łazienki, szybko odkręciłam kurek z wodą, weszłam pod prysznic jednocześnie próbując umyć zęby. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zaspać do pracy. Zerknęłam na zegarek. Była już prawie ósma. Nie było mowy żebym dotarła do centrum bez stania w korku. Szybko włożyłam na siebie przygotowane ciuchy i chwyciwszy torbę wybiegłam z mieszkania.
Miałam racje, moje szanse były zerowe jeśli chodzi o przebicie się przez sznur co chwila trąbiących na siebie samochodów.
- Veloce, veloce - poganiałam kierowców. Machinalnie otworzyłam okno. Włoskie poranki bywały bardzo upalne. Ledwo dało się wytrzymać w szkole, a co dopiero stojąc w zapchanym centrum Turynu. Po raz pierwszy w życiu ucieszyłam się, że wyprowadziłam się z Rzymu. Tam dopiero musi być okropnie. Zaśmiałam się poprawiając lusterko. Nagle w mojej torebce zawibrował telefon. Nie odrywając stopy z gazu odnalazłam komórkę. To Alessandra. Już chciałam wcisnąć przycisk "odbierz" gdy telefon wyślizgnął mi się z dłoni i wpadł pod siedzenie.
Westchnęłam przeciągle i zerknęłam na drogę. Samochód przede mną posunął się o jakieś dwa metry do przodu. Wyciągnęłam rękę pod fotel i gdy już miałam komórkę w ręcę poczułam jak coś wbija się w tył mojego auta. Gwałtownie obróciłam się i popatrzyłam w tylne lusterko.
Jakieś BMW wgniotło się w zderzak mojego Mini Coopera.
- Okej, tylko spokojnie Scarlett. - próbowałam siebie uspokoić. Wysiadłam z samochodu i lekko zapukałam w okno BMW, którego właściciel nawet nie raczył wyjść. Szyba powoli się otworzyła i zobaczyłam blondyna w czarnych ray-banach. - Właśnie skasował mi pan samochód, mógłby pan chociaż wyjść i przeprosić. - powiedziałam oddychając głęboko.
- Cóż... przepraszam ale trochę się spieszę. Jestem już poważnie spóźniony - odpowiedział nie patrząc na mnię. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. - Radziłbym pani wsiąść do auta bo korek się rozluźnił. - rzekł jednocześnie zamykając szybę. Zdenerwowana i poirytowana wsiadłam do swojego auta po czym gwałtownie wcisnęłam wsteczny. Usłyszałam odgłos tłuczonego szkła, uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam do przodu kierując się do szkoły.
Gdy dojechałam na miejsce lekcję się już rozpoczęły. Chwyciłam dziennik i szybko pobiegłam do odpowiedniej klasy gdzie już pewnie czekali na mnię moi uczniowie. Po drodzę miałam jednak dziwne przeczucie, że o czymś zapomniałam. Tylko co to mogło być ? Przystanęłam na moment i zamyśliłam się na chwilę.
- Trening... - wyszeptałam przerażona. Jak mogłam o tym zapomnieć ? Przecież miałam dziś dyżur. Zbiegłam ze schodów i udałam się w stronę boiska. Miałam nadzieję, że tam na mnię czekają. Na szczęście nie pomyliłam się. Chłopcy już się rozgrzewali, a dziewczyny siedziały na trybunach przypatrując się im. Natomiast moja koleżanka Alessandra rozmawiała, jak sądziłam z jednym z piłkarzy, którzy mieli poprowadzić dzisiejszy trening.
Podeszłam do nich starając się wyglądać przyjaźnie.
- Buon giorno, przepraszam za spóźnienie. Dziękuję, że mnie zastąpiłaś.- powiedziałam w stronę Alessandry po czym przeniosłam wzrok na mężczyznę obok niej. - Nazywam się Scarlett Fiumincino. Mam nadzieję, że nie opóźniłam panu lekcji ? Miałam mały wypadek. Jakiś pirat drogowy wgniótł mi zderzak.- poskarżyłam się, jednocześnie siląc się na uśmiech.
- Miło mi, Leonardo Bonucci. Nic się nie stało. Pani koleżanka dotrzymała mi towarzystwa. - zaśmiał się - Dobrze się zresztą składa ponieważ mojego kolegi także jeszcze nie ma. - oznajmił przenosząc wzrok z Alessandry na mnie.
- Świetnie. Pozwoli pan, że poprowadzę lekcje z dziewczynami na trybunach. - rzekłam, po czym odwróciła się na pięcie i udała się razem z koleżanką do swoich uczennic. Alessandra przyglądała mi się podejrzliwie.
- Czemu mi się tak przyglądasz ? - spytałam mrużąc brwi - mam coś na twarzy ? - przestraszyłam się.
- Nie, nie o to chodzi. Miałaś wypadek ? - zapytała się siadając na trybunach.
- To nic takiego. Nic mi się nie stało, tylko moje auto ucierpiało. - oznajmiłam jakby nigdy nic. Wyjęłam kartki z ćwiczeniami i rozdałam je dziewczynom. Nie byłam dziś w nastroju na wykłady o literaturze. - Nie powinnaś iść na lekcje ? - zapytałam Alessandrę podnosząc wzrok.
- Tak się złożyło, że mam okienko. - oznajmiła wesoło. - poza tym chcę poznać tego drugiego piłkarza. - dokończyła zabierając mi notatki. Popatrzyłam na nią z ukosa. Jedno było jej tylko w głowie. Kiedy ja uzupełniałam moje notatki, a Alessandra pożerała wzrokiem pana Bonucciego usłyszałam jak za mną otwierają się drzwi do hali. Odruchowo odwróciłam głowę aby zobaczyć kto przyszedł. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam jak dumnym krokiem przez boisko maszeruję facet, który niecałą godzinę temu skasował mi samochód. Podszedł do piłkarza i przyjaźnie uścisnął mu dłoń. Złapałam za ramię Alessandrę.
- Wiesz kto to jest ? - zaczęłam oburzona.
- Oczywiście, to Claudio Marchisio najprzystojniejszy włoski piłkarz. - odpowiedziała rozmarzona. - Nie ! - zaprzeczyłam. - to jest ten facet od stłuczki. - dokończyłam patrząc wymownie na koleżankę.
- Tylko mi nie mów, że go nie rozpoznałaś. - wyszeptała spoglądając na mnie poważnym wzrokiem. - Oczywiście, że nie. Widziałam go pierwszy raz w życiu. Mam nadzieję, że nie gniewa się za ten wsteczny. - powiedziałam śmiejąc się głośno.
Podczas gdy Marchisio poszedł do szatni się przebrać byłam skazana na sportowe wywody Alessandry.
- Nie wiedziałam, że interesujesz się piłką nożną ? - oznajmiłam znudzona, patrząc na chłopców próbujących wbić gola do bramki.
- Nie interesuję się, obchodzą mnie tylko piłkarze - puściła mi perskie oko po czym gwałtownie zachłysnęła się powietrzem.
- Co się stało ? - zapytałam przestraszona rozglądając się. - ON tu idzie. - wydusiła z siebie poprawiając włosy. Istotnie, w naszą stronę kierował się Claudio Marchisio i miałam dziwne przeczucie, że idzie aby opieprzyć mnie za jego wypasione BMW.
- Wiedziałem, że jeszcze się spotkamy. Wprawdzie spodziewałem się spotkania na policji, a nie w szkole ale co tam... - powiedział i usiadł po mojej prawej stronie. Alessandra dyskretnie się nam przyglądała. - Nie rozumiem o co panu chodzi. - udawałam idiotkę. - Po prostu odpłaciłam się pięknym za nadobne. Pan uderzył moje auto, a ja uderzyłam pana. Jesteśmy kwita- westchnęłam znudzona. Facet ewidentnie działał mi na nerwy. Marchisio zmrużył oczy.
- No dobrze... niech pani będzie. W takim razie najmocniej przepraszam za nieumyślne wjechanie w pani piękne auto, mam nadzieję że obyło się bez dramatu w postaci wylanej kawy bądź rozmazanej szminki czy tuszu do rzęs - oznajmił z udawaną skruchą godną profesjonalnego aktora. Wstałam obruszona tą uwagą i nie zastanawiając się długo chwyciłam w dłoń kubek z mrożoną herbatą i posłałam jej zawartość wprost na twarz piłkarza. Zaskoczony cofnął się natychmiast.
- Oops... mam nadzieję, że nie ma pan uczulenia na herbatę w przeciwnym wypadku chyba to pan ma mały dramat. - powiedziałam. Chciałam dodać coś jeszcze, jednak powstrzymałam się. Dyskretnie dałam znać Alessandrze aby została z chłopcami na hali, a ja tymczasem udałam się z resztą klasy do sali.
Do końca dnia byłam w okropnym humorze i starałam się mówić najmniej jak to możliwe aby nie nakrzyczeć na kogoś niewinnego. Skutecznie próbowała udaremnić to panna Lucarelli, która przychodziła niemal na każdej przerwie i gadała jak najęta o tym co miało miejsce podczas treningu. Nie mogła pojąć jak mogłam zrobić COŚ tak okropnego i uważała, że powinnam go przeprosić. Chyba bardzo słabo mnie znała jeśli myślała, że to zrobię.
dwie godziny później...
Kiedy to próbowałam uporać się z wciąż nachodzącymi mnie wyrzutami sumienia siedząc w opustoszałej klasie usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Byłam tym zdziwiona ponieważ nikt od wielu miesięcy nie pukał do mojej sali. Jeśli ktoś miał do mnie jakąś sprawę czekał na mnie w pokoju nauczycielskim. Przeczuwając najgorsze westchnęłam i cicho zaprosiłam do środka.
- Proszę wejsć. - powiedziałam i utkwiłam wzrok w drzwiach. Z ulgą rozpoznałam we wchodzącym mężczyźnie Leonardo Bonucciego.
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam ? Chciałem się tylko pożegnać i potwierdzić czwartkowy trening - zaczął siadając w ławce naprzeciw mnie. - Przepraszam także za mojego przyjaciela. Zachował się dzisiaj nieodpowiednio. - zamyślił się czekając na moją reakcje. - Chyba poniosło nas oboje. - przyznałam przez zaciśnięte zęby. - Jednak wolałabym usłyszeć przeprosiny od winnego, a nie od pana. - wstałam powoli i zaczęłam ścierać tablicę. - Racja, w każdym razie do zobaczenia w czwartek. - uśmiechnął się - Nie mogę się doczekać... - szepnęłam nie odrywając wzroku od tablicy.
~~**~~
Piosenkę do rozdziału znajdziecie w zakładce "Muzyka"
Podoba mi się rozdział ;)oraz charakter Scarlett, też bym była zła, jakby mi ktoś wjechał w auto i tak arogancko się zachował... Interesuję się piłką nożną i piłkarzami :p więc czekam na więcej :) na swoim blogu też mam opowiadanie o piłkarzu. ;)
OdpowiedzUsuń