Zeszły tydzień okazał się najbardziej stresującym i szalonym tygodniem w moim życiu, a przynajmniej od mojego przyjazdu do Turynu. Nadal byłam zmuszona do zostawania na treningach i niemal do perfekcji opanowałam uniki przed piłką, którą w moją stronę kierował przynajmniej 5 razy dziennie Claudio. O incydencie z herbatą dowiedział się sam dyrektor ponieważ Marchisio złożył na mnie skargę. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam wściekła. Miałam do wyboru : albo składam wymówienie albo przepraszam piłkarza i biorę dodatkowe dyżury w ramach poprawy wizerunku szkoły. Oczywiście wybrałam to drugie. Z dwojga złego lepsza zraniona duma niż niezapłacone rachunki. Same przeprosiny kosztowały mnie wiele wysiłku, a widok triumfującego Claudio skutecznie popsuł mi humor i zmusił do ciągłego pilnowania się przed daniem mu ciosu w twarz. Mój samochód trafił oczywiście do naprawy więc byłam skazana na transport miejski, który nie należał do najprzyjemniejszych i najczystszych. Próbkę jego wad dostałam w zeszły piątek kiedy wracałam ze szkoły. Z powodu zajęć dodatkowych kończyłam bardzo późno i chcąc nie chcąc musiałam wracać po zmroku. Nie należałam do osób z natury tchórzliwych ale też nie do najodważniejszych dlatego wracając, z daleka omijałam ciemne zaułki i uliczki. Wsiadając do autobusu jak co dzień założyłam na uszy słuchawki i zatopiłam się w muzyce. Po czterdziestu minut w autobusie zostałam tylko ja i wyglądający mało sympatycznie mężczyzna. Z wyglądu było widać, że bliżej mu było do tureckiego emigranta niż rdzennego Włocha. Gdy po raz trzeci przyłapałam go na przyglądaniu się mi chwyciłam swoje rzeczy i wysiadłam w pośpiechu na następnym przystanku mimo, że do domu miałam przynajmniej 2 kilometry. Oczywiście biorąc pod uwagę moje szczęście mężczyzna wysiadł zaraz za mną i szedł cały czas w moim kierunku. Przyspieszyłam kroku nerwowo rozglądając się po ulicy. Kiedy był może metr ode mnie już chciałam zacząć krzyczeć gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Scarlett ! - usłyszałam i odetchnęłam z ulgą. Popatrzyłam prawo i ujrzałam Leonardo Bonucciego machającego do mnie z przeciwległej ulicy. Przecięłam drogę trąbiącym na mnie samochodom i patrząc na niego z wdzięcznością cmoknęłam lekko w policzek aby mój prześladowca zobaczył, że nie jestem sama.
- Cześć, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Jakiś facet idzie za mną od przystanku. - powiedziałam wskazując mężczyznę, który wciąż mi się przyglądał. - Nie chcę robić kłopotu ale odprowadziłbyś mnie do domu ? - zapytałam z nadzieją w głosie. Wolała nie ryzykować swoim życiem i zostać ofiarą napadu rabunkowego. Leonardo posłał mu krzywe spojrzenie i objął mnie w talii.
- Pewnie, gdzie mieszkasz ? - spytał szybko odsuwając dłoń i chowając ją do kieszeni spodni.
- Na Corso Trapani – odpowiedziałam patrząc przed siebie. - Jesteś pewny, że nie miałeś planów na dzisiejszy wieczór ? Jest piątek. - przyznałam lekko zawstydzona. To, że ja nie wychodzę w piątki nie znaczy, że Leonardo także. Nagle zrobiło mi się strasznie głupio
- Wszystko w porządku. Jest dopiero 20.00. Umówiłem się z chłopakami dopiero za trzy godziny. Idziemy do klubu odstresować się trochę. To był ciężki tydzień. Wygraliśmy dwa mecze ale z ogromnym trudem. - opowiedział skręcając obok Parco Ruffini. - Może masz ochotę do nas dołączyć ? - spytał z uśmiechem na ustach. Dostrzegłam w jego oczach przejęcie. Właśnie mnie zapytał czy mam ochotę spędzić wieczór z bandą rozwrzeszczanych piłkarzy ? Dobrze zrozumiałam ?
- Chyba to nie jest najlepszy pomysł. Nie mam ochoty na towarzystwo Claudio, poza tym, o czym miałabym z nimi rozmawiać ? Nie zrozum mnie źle, jesteś najmilszym piłkarzem jakiego znam ale ja naprawdę nienawidzę piłki nożnej.- rzekłam przystając. Właśnie doszliśmy do mojego domu.
- Potraktuję to jako komplement, a co do imprezy to może masz rację.Ty i Claudio to nie najlepszy pomysł. - roześmiał się i spojrzał na moją kamienicę. - Tutaj mieszkasz ? - zapytał zaskoczony. Powiódł wzrokiem po XIX wiecznym budynku. - zawsze myślałem, że pensja nauczyciela nie jest za wysoka. - oznajmił nadal się przyglądając. Westchnęłam przewracając oczami.
- Jest odrobinę wyższa niż mówią.- zdradziłam patrząc na Leonardo.- Moi rodzice mają pod Rzymem dobrze prosperującą winnicę. To oni kupili mi to mieszkanie kiedy przeprowadziłam się do Turynu. - spojrzałam na zegarek. Było już późno, a ja chciałam wziąć gorącą kąpiel i odpocząć.
- Muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję za spacer. Miłej zabawy w klubie. - rzekłam i wszedłszy po schodach zamknęłam za sobą drzwi.
- Buona notte... - szepnął w odpowiedzi. Nie miał jednak pewności czy go usłyszała.
Leżała w wannie od 15 minut i nie miała zamiaru wychodzić z niej już nigdy. Wsłuchana w muzykę lecącą ze sprzętu grającego cicho śpiewałam jedną z włoskich piosenek.
-... E incominciavo a volare nel cielo infinito... - nuciłam zamykając machinalnie oczy.
Nie mogłam zapomnieć o dzisiejszej sytuacji. Co by się stało gdyby w pobliżu nie było Leonarda? Zostałabym napadnięta przez tego mężczyznę. Z pewnością zrobiłby mi krzywdę. Dawno nie byłam tak przestraszona jak dzisiaj. Może Alessandra miałam rację. Powinnam zacząć chodzić na randki i znaleźć sobie odpowiedniego faceta. W końcu jestem atrakcyjną dwudziestolatką. Mam prace i mieszkanie.
Prawda jest taka, że od trzech lat byłam sama i nie angażowałam się w stałe związki. Nie zachowywałam się jak typokrwa Włoszka chcąca szybko wyjść za mąż i urodzić gromadkę dzieci.
Od mojego rozstania z Ryan'em mineły trzy lata. Był Amerykaninem i studiował razem ze mną na Universita di Roma. Spotykaliśmy się prawie dwa lata. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak moi rodzice nie pałali optymizmem kiedy powiedziałam im, że mój chłopak pochodzi z Miami i jest mormonem. Zerwaliśmy ponieważ Ryan przeniósł się do Jacksonville przytłoczony szybkim, włoskim trybem życia. Bardzo przeżyłam to rozstanie jednak szybko się otrząsnęłam i przeprowadziłam do Turynu. Rodzice nie byli zachwyceni moim wyjazdem lecz pocieszał ich fakt, że pozbyli się Ryan'a na dobre. W geście podziękowania kupili mi więc piękne mieszkanie na przedmieściach Turynu w którym mieszkam do dziś.
~~**~~
Claudio
Było grubo po północy gdy ja , Leo i Fabio dotarliśmy do klubu w centrum miasta. Nie chcieliśmy żeby ktokolwiek nas rozpoznał więc umówiliśmy się, że będziemy zachowywać się przyzwoicie i przed czwartą rano wszyscy wrócimy do domu. Nie mogliśmy nie uczcić naszego zwycięstwa dlatego nie było mowy o zostaniu w domu. Jednak mamy od trenera wyraźne wytyczne dotyczące naszego zachowania poza boiskiem i treningami. Nasz klub podpisał pod koniec sierpnia umowę z prywatnym liceo w Turynie. Razem z chłopakami mieliśmy szkolić młodych chłopaków i dawać im cenne wskazówki dotyczące gry. Nawet cieszyłem się na myśl o tym. Lubiłem dzieci i od zawsze miałem z nimi dobry kontakt, a poza tym była to miła odskocznia od codziennych treningów, meczy czy imprez.
Zamówiłem dwa drinki i wróciłem do chłopaków siedzących na skórzanych fotelach i zawzięcie o czymś dyskutujących. Usiadłem obok i przysłuchiwałem im się z nieukrywanym zaciekawienie na twarzy.
- O czym rozmawiacie ? - zapytałem sącząc drinka. Leo wyraźnie się zmieszał, a Fabio nie dawał za wygraną i dalej drążył temat.
- Leo poznał dziewczynę i zaprosił ją dzisiaj aby do nas dołączyła ale ona odmówiła. - odpowiedział rozbawiony Quagliarella i przeczesał wzrokiem parkiet. - Oo... wybaczcie panowie ale wydaje mi się że muszę się przedstawić tamtej dziewczynie przy barze. - oznajmił i popędził przed siebie. Kiedy zobaczyłem, że na dobre zaczął flirtować z dziewczyną przysunąłem się dyskretnie do Leo.
- Kim jest ta dziewczyna ? Znam ją ? - zagadałem. Znałem Leonardo od sześciu lat i w sprawach dziewczyn nigdy nie mieliśmy między sobą sekretów. Zawsze wspólnie imprezowaliśmy i chcąc nie chcąc znał wszystkie moje dziewczyny, które znajdowały się u mojego boku tylko przez jedną noc. Leonardo był inny. Zawsze angażował się w związki i mocno przeżywał rozstania co odbijało się negatywnie na jego grze na boisku. Czasami nawet zazdrościłem mu tej emocjonalnej więzi między nim, a dziewczyną, jednak takie myśli odpływały równie szybko jak przychodziły.
- Tak, znasz – odpowiedział niepewnie bawiąc się szklanką. - to ta nauczycielka z którą cały czas się kłócisz kiedy przychodzimy na szkolenia. - wydusił z siebie jednym tchem. Z wrażenia zachłysnąłem się alkoholem i przez następną minutę próbowałem opanować kaszel.
- Ta wariatka ! - krzyknąłem. - Nie mów mi tylko, że ci się podoba. - zacząłem gestykulować – Ona jest kompletnie nienormalna. Nie pamiętasz, że zepsuła mi wóz i oblała kawą ? - spytałem patrząc na niego wymownie.
- To była herbata... - sprostował bawiąc się zegarkiem.
- Kogo to obchodzi ?! - wciąż krzyczałem. - zastanów się co robisz. Dobrze ci radzę. - wypiłem kolejnego łyka i gestem wskazałem Fabio aby zamówił kolejną kolejkę. To nie mogła być prawda. Jest tyle pięknych dziewczyn, a on musiał wybrać właśnie JĄ ?
- Scarlett jest naprawdę miła i piękna. Może gdybyś w końcu przestał się na nią wydzierać dostrzegłbyś to co ja... i powiem ci coś więcej. Po poniedziałkowym treningu mam zamiar zaprosić ją na randkę czy ci się to podoba czy nie. - powiedział mi prosto w twarz wyraźnie poirytowany.
- Taa, lepiej zmieńmy temat. Przyszedłem się tu odprężyć, a nie słuchać opowieści o Scarlett Fiumincino. - podsumowałem wstając i udając się w kierunku Fabio. Znałem dziewczynę od trzech tygodni, a ta już działała mi na nerwy.
Podobał mi się ten rozdział ;))) bardzo jestem ciekawa co będzie dalej ;)) Może stosunek Scarlett i Claudio do siebie się nie długo zmieni :> czekam na następny rozdział :) pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNominuję Cię do Libster Award! ;) Tutaj pytania: http://pokonana-zakochana.blogspot.com/2013/02/libster-award.html
OdpowiedzUsuńhttp://pokonana-zakochana.blogspot.com/p/zostaam-nominowana-do-libster-award.html - przepraszam na tej stronie ;) jeszcze raz przepraszam ;)
OdpowiedzUsuń